Śmiertelny wirus u bram Mielca




Afrykański pomór świń  (ASF) dotarł na Podkarpacie, a dokładnie w okolicach Lubaczowa. Stamtąd jest już 100 km do powiatu mieleckiego, który skupia aż 75 proc. produkcji trzody chlewnej całego województwa. Jeśli wirus dotrze nad Wisłokę, ucierpią nie tylko rolnicy, ale również w producenci pasz i zakłady przetwórcze. Szacuje się, że dotknąć to może nawet 20 tys. osób.

Objawy ASF to brak apetytu, zapalenie spojówek, kaszel, pienisty wypływ z nosa, biegunka, wymioty. Mogą wystąpić drgawki. Śmiertelność wśród trzody chlewnej prawie zawsze wynosi 100 proc. Tymczasem świadomość zagrożenia nad Wisłoką jest niewielka.




– Większość hodowców świń w naszym powiecie prowadzi swoje gospodarstwa od kilkudziesięciu lat. W związku z tym trudno wyobrazić sobie ich przebranżowienie – tak jak to proponuje minister rolnictwa – mówi Andrzej Chrabąszcz, radny powiatowy. – W przypadku wystąpienia ASF skutkami społecznymi i ekonomicznymi dotkniętych może zostać ok. 20 tys. ludzi. Chodzi o hodowców trzody, a także rolników produkujących dla nich paszę oraz funkcjonujące tutaj zakłady przetwórstwa mięsnego.

Jak temu zapobiec? – Środki zaradcze w postaci bio-asekuracji i wzmożonych działań doradczo-kontrolnych zawodzą – uważa Chrabąszcz. – Nasza weterynaria w obecnym stanie kadrowym nie jest w stanie skutecznie realizować kontroli gospodarstw pod kątem ASF. Na 3026 gospodarstwa zajmujące się hodowlą trzody chlewnej pod kątem bio-asekuracji skontrolowano zaledwie 24, czyli 0,8 proc. Moim zdaniem to państwo powinno ponosić konsekwencje i koszty jej zwalczania.




Starosta Zbigniew Tymuła bagatelizuje problem: – Nie wywołujmy wilka z lasu. Proszę nie straszyć ASF, bo póki co nie ma go tu. Oczywiście nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Jeżeli nie daj Bóg ta choroba do nas dotrze, na pewno rząd pomoże. A więc spokojnie, bez paniki – apeluje.

Z taką narracją nie zgadza się radny Chrabąszcz: – Proszę zapoznać się z sytuacją po przejściu tego wirusa w regionach, gdzie też ją bagatelizowano. Tam jest Armagedon – przekonuje. – U nas pod kątem zagrożenia ASF zbadano zaledwie 24 gospodarstwa. Jaką więc mamy wiedzę o przygotowaniu rolników na przyjście tej choroby? Żadną. To co? Mamy dalej mówić na dożynkach, że jest pięknie? Nie. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu i zmierzyć się z sytuacją, której nie było nigdy.




1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.