Mieleccy (bez)radni




Kilka osób zdziwiło się widząc mnie w poniedziałek w sali im. Jana Pawła II. W istocie, był to mój debiut tam, a kwestię finansowania sportu zawodowego z mojej perspektywy wyłożyłem dość jasno już jakiś czas temu. Podczas sesji na bieżąco prowadziłem także relację na Twitterze.

We wpisie pokuszę się o komentarz, w którym ocenię tych, którzy przeznaczają pieniądze na wspomniany wyżej cel, dopiero po pierwszym, polityczno-sportowy starciu.

Zacznę od góry: Marian Kokoszka – przewodniczący rady miejskiej. To on jako pierwszy zabrał głos, złożył wniosek formalny o przesunięcie terminu obrad i był odpowiedzialny za przebieg debaty. Na jego osobę spoglądałem przez pryzmat filmu „Mieleckie piekło”, wrzuconego niedawno do sieci. Spójrzcie z dwóch stron na zachowanie Kokoszki, który w filmie jest walczącym, a w sali obrad zwalczającym. Skądinąd ciekawe zjawisko.

Mimo iż przewodniczący Kokoszka na samym początku powiedział o kilku wariantach, zgromadzeni raczej niewiele mogli się o poszczególnych propozycjach dowiedzieć. Dzięki Bogdanowi Bieńkowi wiemy, że optymalną opcją byłoby powołanie SSA przez zainteresowany podmiot, czyli SPR Stal Mielec, a Jakub Cena bardzo starał się nie podpaść tym, od których się wywodzi, czyli licznie zebranym na sali kibicom. To jeden z bardziej humorystycznych momentów zebrania. Bieniek ewidentnie ma w pamięci fakt, jak namaszczał na Prezesa Stali Mielec Wojciecha Kamienieckiego, pod wodzą którego Stowarzyszenie osiągnęło finansowe dno, stąd taka asekuracja. Merytoryczną dyskusję ze strony większości podjął tylko Andrzej Skowron. Pokazywał na liczbach i przykładach, że miejska SSA to nie jest dobry pomysł. Zbigniew Rzeźnik, oprócz bycia radnym jeszcze dyrektor II LO w Mielcu, wskazał na niespójność radnych PiS-u w kwestii dbania o pieniądze podatników. Z jednej strony lekką ręką chcą wydać 75 mln zł na budowę nowej hali sportowej, a z drugiej strony nie przewidują, że gdy zostanie ona już oddana do użytku, może nie być nikomu potrzebna. To zresztą kolejna sprawa – jak często PiS mówi o przywilejach socjalnych i detonuje argument przeciwników o tym, że żeby komuś dać trzeba innym zabrać, tak sami dali się złapać na to, że utworzenie miejskiej SSA spowoduje wzrost opłaty za wywóz śmieci. O Jakubie Blicharczyku chyba wolałem jednak tylko słyszeć… Znamiennym był fakt, że radnego – o ra(d)ny!, jak to brzmi – Janusza Chodorowskiego nie było na poniedziałkowej dyskusji.

Nie obyło się także bez elementów sejmu niemego i nie chodzi mi o niedopuszczenie do głosu przez przewodniczącego obradom chcących się wypowiedzieć, lecz o zachowanie radnych, którzy nawet nie mieli nic do powiedzenia (m.in. radny mojego Osiedla Dziubków Stanisław Mieszkowski czy Romuald Rzeszutek oddelegowany wyłącznie do zadań związanych z historią). A może jednak powinienem im bić za to brawo? W poniedziałek mowa była zbudowana ze zdecydowanie gorszego niż przysłowiowy kruszec, więc milczenie w takich warunkach rzeczywiście mogło być złotem.

Podsumowując – głęboko ubolewam nad poziomem merytorycznym radnych. Jestem bardzo zawiedziony, że poziom zdecydowanej większości z nich to zaprzeczenie idei wyborów jednomandatowych, a dyskusja na poziomie odbyłaby się w rozmowie z amebami. No ale to pierwsze wybory w takiej ordynacji, a więc trzymajmy się przysłowia: pierwsze śliwki robaczywki. Zdaję sobie sprawę z tego, że wypowiadam właśnie bardzo gorzkie słowa, ale nie sposób powiedzieć nic innego. Wątpiących zapraszam na sesję, w szczególności tą najbliższą. Chyba że to ze mną jest coś nie tak i naiwnie oczekuję, że moje ukochane miasto zasługuje na 23 kompetentnych ludzi, dla których najważniejsze będzie lokalne podwórko a nie emblematy partyjne, którzy w ważnych chwilach będą potrafili chociaż pomyśleć samodzielnie, i którzy w końcu wartości nosić będą w sercach, a nie tylko na ustach.

Marcin Serafin

marcinserafin.pl

 

 




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.