Był poszukiwany listem gończym. Wpadł, bo po pijanemu wjechał w samochód




Mieleccy policjanci zatrzymali motocyklistę, który uderzył w stojący na parkingu samochód. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że mężczyzna był pijany, ale nie tylko. Jak się okazało, nie miał przy sobie uprawnień do kierowania pojazdami, posiadał zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, a do tego… był poszukiwany listem gończym. I to nie wszystko…

Wszystko zaczęło się od tego, że policjanci wydziału ruchu drogowego patrolując ul. Chopina w Mielcu zauważyli leżący na trawniku motocykl. Okazało się, że chwilę wcześniej kierujący tym pojazdem mężczyzna, na parkingu przyblokowym, uderzył w zaparkowany samochód.




Mundurowi zauważyli uciekające dwie osoby: kobietę i mężczyznę. Ten drugi trzymał w ręku kask motocyklowym. Po krótkim pościgu oboje zostali zatrzymani. Podczas legitymowania funkcjonariusze ustalili, że motocyklem kierował 35-letni mielczanin. Jego pasażerką była 31-letnia kobieta. Obydwoje byli pod wpływem alkoholu. W organizmie kierowcy alkomat wskazał ponad promil.

Po sprawdzeniu w policyjnych bazach danych, okazał się, że mężczyzna nie ma uprawnień do prowadzenia motocykla, a jednocześnie posiada aktywny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych wydany przez sąd. Dodatkowo jest poszukiwany listem gończym w celu doprowadzenia do zakładu karnego za popełnione wcześniej przestępstwa. To nie wszystko. Potem okazało się także, że 35-latek nie posiadał dokumentów motocykla, a tablica rejestracyjna była fałszywa.




Kobieta została przesłuchana w charakterze świadka, natomiast mężczyzna spędził noc w policyjnym areszcie. Kolejnego dnia, gdy wytrzeźwiał, mundurowi przedstawili mu zarzuty.

W toku prowadzonych czynności okazało się, że 25 sierpnia br. 35-latek nie zatrzymał się do kontroli drogowej. W związku z tą sprawą także usłyszał zarzut. Mężczyzna przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i złożył wyjaśnienia. Następnie został doprowadzony do zakładu karnego.




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.